„Przy nadziei”

Maryja, kobieta „przy nadziei” z mocy Boga.

Dla mnie to wyrażenie jest niesamowicie wymowne. Maryja – jak każda matka – czeka na swoje dziecko pełna niepewności. A jednak – także nadziei. Nie wie, jakie będzie Jej dziecko; całe życie ma się teraz zmienić, razem z Jezusem mają urodzić się nowe wyzwania. Musiała wziąć odpowiedzialność za swoje i za to nowe życie.

Kiedy Bóg wszedł w moje życie NAPRAWDĘ, przyniósł ze sobą mnóstwo wątpliwości. Dlaczego? Bo trzeba było wreszcie „wziąć odpowiedzialność” za Niego. Mieć nadzieję! Moja nadzieja, ta prawdziwa, złożona w Bogu, to tak naprawdę żywy organizm, maleństwo, które ciągle mnie potrzebuje, karmi się tym, czym ja się karmię, oddycha tylko wtedy, gdy sama oddycham, żyje, bo dbam o siebie. Co się stanie, gdy ją porzucę?
Dużo czasu zajęło mi przyjęcie tych prawd. Wolałam spojrzenie z zupełnie innej strony: że to nadzieja dba o mnie, jest czymś dojrzałym na tyle, żeby walczyć; że będzie wtedy, kiedy będę jej potrzebować, a jakby co, to spokojnie uznam, że jej nie ma, bo świat czymś mnie zadowoli.

Maryja dostała obietnicę od Boga. Zgodziła się na jej wypełnienie.
Tak i Ty, proszę, zgódź się dzisiaj – na wypełnienie się Bożej obietnicy w Twoim życiu, na obdarzenie nadzieją i dbanie o nią!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *