Maj i Maryja

Zdjęcie użytkownika S Łucja Magdalena Sowińska.
Rozpoczął się maj, miesiąc poświęcony Maryi. Bardzo kocham tę kobietę. Pamiętam, gdy byłam małą dziewczynką i wraz z babcią chodziłam do kościoła na nabożeństwa do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, na majówki, na różaniec w październiku, przemierzając w tym celu drogę kilku kilometrów. Babcia rozbudziła w moim sercu miłość do Matki Najświętszej. Lubiłam ten czas w moim życiu, pełen zaufania i oddania Bogu. Maryja była mi bliska jak mama. W liceum i na początku studiów moje modlitwy kierowałam wprost do Jezusa, On był w centrum mego rozwijającego się życia duchowego. Trudno było mi pogodzić duchowość maryjną z moją relacją z Jezusem. Zmieniło się to po wstąpieniu do klasztoru. Poprzez lekturę duchową i medytację Słowa Bożego bardzo pokochałam Maryję. Znalazłam w Jej osobie inspirację i zachętę – stała się dla mnie jedną z ulubionych postaci kobiecych. Maryja mnie zachwyciła swoją “nadzwyczajną zwyczajnością”. Jest dla mnie kobietą niezachwianej wiary, wielkiej mądrości i odwagi – a przy tym wcale tak bardzo nie różniącą się od nas.

Dużo by pisać o Maryi. Chciałam podzielić się tym, czego mnie nauczyła i czego nadal się od Niej uczę.

Po pierwsze: słuchanie. Maryja uczy mnie być kobietą słuchającą. Nie jest to prosta sprawa, przynajmniej dla mnie. Maryja uczy mnie słuchać sercem Słowa Bożego – słuchać i nim żyć. Każdego dnia walczę o to, by Słowo Jezusa było w centrum mojej codzienności. Proszę Maryję, by w moim wrażliwym kobiecym sercu właśnie to Słowo kształtowało pragnienia, uczucia, tęsknoty, a tym samym – kształtowało całą moją osobowość i rzeczywistość.

Po drugie: pokora, prostota i zaufanie. Maryja uczy mnie, że w moim życiu na pierwszym miejscu ma być Bóg. Jeśli On będzie na pierwszym miejscu, to wszystko będzie na swoim miejscu. On pokieruje moim losem tak, jak pokierował losem Maryi. Lubię przypatrywać się Jej postawie wobec Józefa. Maryja nie jest kobietą dominującą. Ona szalenie ufa Józefowi zarówno w Betlejem jak i w momencie ucieczki do Egiptu czy w Nazarecie. Ufa, bo wie, że Józef jest mężczyzną słuchającym Boga i może bezgranicznie powierzyć się takiemu mężowi.

Po trzecie: przeżywanie cierpienia. Maryja uczy mnie, jak przeżywać cierpienie. Przyznaję, że nie zawsze udaje mi się Ją w tym naśladować. Łatwo skupić się na sobie, na swym bólu, na odrzuceniu, na samotności niż ofiarować je Bogu. Nauczyłam się, że cierpienie może być skarbem, który zbliża do Boga, drogą do zjednoczenia z Boskim Zbawicielem. Możemy mu nadać sens, jeśli tyko połączymy go z cierpieniem Jezusa.

Po czwarte: przeżywanie codzienności. Maryja uczy mnie, jak nadawać sens mojej codzienności od momentu porannego wstawania i powierzenia dnia Bogu, poprzez pracę z dziećmi, mycie naczyń, gotowanie obiadu, modlitwę. Lubię sobie wyobrażać Maryję jako prostą kobietę: piorącą pieluchy, przygotowującą obiad Józefowi i Jezusowi, czytającą bajki na dobranoc, zasłuchaną w zwierzenia męża, niosącą wodę ze studni, rozmawiającą z przyjaciółkami. Taką “nadzwyczajnie zwyczajną”, bo żyjącą z Bogiem.

Odmawiając dziś Litanię Loretańską, uświadomiłam sobie, że przy współpracy z łaską Jezusa mogę być tak piękna duchowo, jak sama Maryja.
Umieśćmy swoje własne imię w tej litanii: Łucja nieskalana, Łucja najczystsza, wierna… Właśnie takie mamy mieć serca – jak Jej serce.

Matko nieskalana,
Matko najczystsza,
Matko dziewicza,
Matko nienaruszona,
Matko najmilsza,
Matko przedziwna,
Matko dobrej rady,
Panno roztropna,
Panno czcigodna,
Panno łaskawa,
Panno wierna,
Zwierciadło sprawiedliwości,
Stolico mądrości,
Przyczyno naszej radości…

18281023_1324367730933257_568775482_n

s. Łucja

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *