Ufanie

 

Patrzyła na ciało synka. Synka, bo choć od dawna był już dorosły i chodził ścieżkami, których ona do końca nie rozumiała i które czasem sprawiały jej ból, wtedy, gdy inni oskarżali go o współpracę z szatanem albo podejrzewali szaleństwo, dla niej zawsze był jej dzieckiem. Teraz przypominały jej się momenty z jego dzieciństwa, kiedy uczył się mówić i łączył wyrazy tak, że ona z Józefem niemal dusili się ze śmiechu, kiedy robił im albo jej zabawne psikusy, kiedy sprawiał jej przykrość i na przeprosiny przynosił kwiatki, najczęściej takie, które najmocniej pachniały. Często robił rzeczy, które były dla niej zagadką, które przypominały jej o tym, w jaki sposób się począł i co powiedział jej anioł, ale zwykle był zwyczajnym małym rozrabiaką z niezwykłym spojrzeniem, które działało na innych jak magnes. A ona czuła, że to spojrzenie jest Jego. I im bardziej dorastał, tym bardziej dojrzewała w niej ta myśl. Że to również Jego Syn. A teraz? Teraz widziała tylko bezwładne ciało, ciemność, która spowijała ją samą od środka i własne serce z raną, z której kapała krew, a każda kropla zadawała większy ból od poprzedniej. Ale wiedziała, że pozostało jej tylko jedno, choć takie trudne. Zaufać…

***

Tak trudno czasem zaufać, szczególnie, gdy wszystko się wali. Ale czy jest jakieś lepsze wyjście?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *