Szkoła modlitwy po kobiecemu, czyli Teresa od Jezusa

 

 

chciałabym z góry za to przeprosić, ale jestem kobietą i piszę po prostu to, co mi polecono. A ten język ducha jest tak trudny w wyjaśnianiu tych rzeczy dla tych, którzy – jak ja – nie mają wykształcenia, że będę musiała szukać jakiegoś innego sposobu i być może rzadko kiedy to porównanie okaże się trafne

 

Urzekło mnie to, w jaki sposób św. Teresa od Jezusa, Doktor Kościoła, rozpoczyna rozważania o modlitwie. Zawsze wydawało mi się, że jej dzieła muszą być wyjątkowo trudne i nieprzystępne. A jednak – ile w tej kobiecie prostoty! Ile zwykłej, kobiecej tęsknoty za Jezusem!

 

Teresa w tym swoim kobiecym, nieudolnym – jak twierdzi – porównaniu mówi o modlitwie jako o czerpaniu wody, celem podlania ogrodu. A wodę można czerpać – jak tłumaczy Teresa – na cztery sposoby:

  • ze studni – co, jak podkreśla, wymaga wielkiego trudu
  • za pomocą kołowrotu czy innych ówczesnych machin, które to czerpanie nieco ułatwiają
  • z rzeki albo strumienia
  • albo można doświadczać po prostu obfitego deszczu, którym Pan sam podlewa ogród, bez naszego wysiłku

Teresa te cztery metody przekłada na cztery „stopnie”, cztery „levele” modlitwy, na które można wchodzić po kolei. Nigdy nie byłam fanką takiego stopniowania, ale to, jak Teresa uczy początkujące siostry początków modlitwy, tego czerpania ze studni – jest dla mnie bardzo cenną szkołą modlitwy.

 

Zaczynając tę drogę podlewania duchowego ogrodu modlitwą trzeba – jak w przypadku czerpania ze studni – liczyć się z ogromnym wysiłkiem. Znamy to, prawda? Rozproszenia, brak wytrwałości, zniechęcenie – ileż tego w naszej modlitwie? I to właśnie widzi Teresa. Trudności. I mówi, że to normalne, bo szatan od początku chce nam w tym czerpaniu wody przeszkodzić, jak tylko się da. Dostrzega też, że wielu ludzi narzeka, bo nie czują Boga na modlitwie – jak to ujmuje: „Bóg nie daje im odczucia pobożności„. Co odpowiada nasza nauczycielka modlitwy? Jest pewna, że doświadczylibyśmy miłości Boga w stu procentach od razu, gdybyśmy byli ludźmi idealnie w Niego zapatrzonymi. To nasze słabości, nasza pycha, nasze zapatrzenie w siebie, nasza własna wizja – przeszkadzają w tym doświadczeniu. To dlatego, „żeśmy od samego początku nie objęli ramionami krzyża” – tłumaczy. Za krzyż, jaki niesiemy, uważa też Teresa rozmaite trudności z modlitwą.

 

Wysiłek czerpania ze studni – jakiż to plastyczny obraz wysiłku, jaki nieraz podejmujemy, żeby zaczerpnąć z Bożej miłości. Wizja trochę ponura? Nic bardziej mylnego, jego się pomyśli o kolejnych, opisanych przez Teresę „stopniach” modlitwy, na których coraz bardziej zapatrzona w Boga dusza doświadcza deszczu Jego łask i obecności. Ale bez wysiłku na drodze modlitwy się nie obejdzie. Warto w tym Wielkim Poście porządnie sobie to uświadomić i nie czekać z pilotem w ręku, aż Bóg dopcha się do mojego serca. Bo On szanuje wolność swoich córek. Nawet, gdy wybierają słabości.

 

 

Tekst napisany na podstawie: św. Teresa od Jezusa, „Księga mojego życia”

M.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *