#2 Co Ona Ma?

Właściwie nie pamiętam swoich motywacji wzięcia udziału w II edycji „Co ona ma ?”, nie były one na pewno jakieś głębokie i nawet dzień przed wydarzeniem zastanawiałam się, czy nie zrezygnować i nie spędzić tego czasu inaczej. Dziś wiem, taki był plan Boga i On mnie tam przyprowadził, trochę na przekór mnie samej, abym wśród tych wszystkich słów, które tam usłyszałam, spotkała się z Nim – z Bogiem, który troszczy się o człowieka. Mój Bóg do tamtej pory był inny: surowy, pamiętny, rozdający łaski jedynie swoim wybranym i choć w Niego wierzyłam, byłam nawet blisko, nigdy tak naprawdę nie spotkałam się z Nim. Było jeszcze wtedy we mnie zbyt dużo zranień, niepoukładanych spraw, żalu do Niego i skupiona na swoim poczuciu krzywd, które kiedyś doznałam , nie zauważałam tej wyciągniętej dłoni, która czekała na mnie tyle lat. W pewnych momentach nawet myślałam, że zawsze będzie, skazana na swoje problemy, pełna pretensji do Niego, dlaczego mnie tak ukształtował. Byłam sama i jedynie towarzyszyła mi pewnego rodzaju ciemność, zza której nic nie widać.

 

Ciemność, zza której zaczął przemawiać do mnie Bóg, a tamtego dnia przemawiał na wiele sposobów. Do dziś pamiętam wystąpienie siostry Anny, która opowiadała o losach kobiet skrzywdzonych, podeptanych przez życie, gdy wydawało się, że po ludzku już nie ma ratunku. W takich właśnie chwilach to Chrystus jest jedyną pomocą – Jego dotyk i miłość. Tam gdzie wszystko wydaje się skończone, zaczyna się droga spotkania z Bogiem. Tak naprawdę był to dla mnie pierwszy przebłysk nadziei. Są miejsca w nas tak skrzętnie ukrywane przed światem, których nawet my sami nie chcemy do końca poznać. Wydawało mi się wtedy, że nie pokonam swojej przeszłości, że moje błędy były zbyt duże, aby być blisko Boga, a krzywdy za wielkie, aby wybaczyć. Właśnie w takie miejsca przyszedł Bóg ze swoją troską i światłem – jedynym, niepowtarzalnym. Przyszedł do mnie w słowie i w modlitwie. Adoracja Najświętszego Sakramentu kończąca tamten dzień była moim pierwszym doświadczeniem bliskości Pana, który mnie w tym miejscu po prostu chciał, aby pocieszyć i objąć swoją miłością. Nie, nie sprawił, że zniknęły moje problemy jak za przyczyną czarodziejskiej różdżki. Dał mi coś cenniejszego – nadzieję, która nigdy nie gaśnie i trwa do tej pory. Bóg pragnie mojego szczęścia, te słowa towarzyszą mi od tamtego dnia. Ale pragnie również, abym ja z siebie coś dała. On przynosi miłość, a co ja z tym zrobię, czy pójdę dalej, a może znów się zatrzymam i skupię się jedynie na sobie i swoich słabościach? Było wiele pytań po tamtym dniu, ale Miłość którą spotkałam mówiła mi jedynie „idź dalej”. Poszłam, jeszcze do końca nie orientując się gdzie. Kilka miesięcy później zdecydowałam się odbyć spowiedź generalną, aby raz na zawsze uporządkować swoją przeszłość, odrzucić moją dawną „ja” i zacząć inaczej żyć, już nie tylko dla siebie. Uczę się Boga każdego dnia, poznaję Go jeszcze głębiej i choć przychodzą momenty zwątpienia, niechęci, smutku, od dwóch lat wiem, że Bóg jest miłością i ta miłość mnie prowadzi. Jedyna moja siła.

 

Następna edycja „Co ona ma?”, kiedy rozmawialiśmy, kim jest Oblubienica, była potwierdzeniem, przypieczętowaniem tego, co stało się rok wcześniej. Kiedy pozna się miłość Boga, nie można jej zatrzymywać dla siebie, nie da się już ukrywać pod korcem przed światem. Chce się nim żyć, świecić blaskiem Chrystusa i być przedłużeniem Jego dłoni tam, gdzie tej nadziei jest najmniej.

 

Dziś z perspektywy tych dwóch lat wszystko wydaje się inne – ja jestem inna, zapatrzona gdzieś wyżej, pełna pasji i radości życia, ale i współczucia dla tych, którzy jeszcze o takim Miłosiernym Bogu nie słyszeli. Tak, poznanie Miłości zmienia wszystko i to chciałabym wszystkim powiedzieć: przyjdźcie do Niego.

 

Uczestniczka

***

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *