Świętować czy nie świętować, czyli na co mnie te WALENTYNKI?

 

Jedni wyczekują tego dnia już po Sylwestrze, inni uciekają od niego myślami jak najdalej. Niektórzy panowie wybierają ten magiczny dzień na oświadczyny, a silne i niezależne kobiety biorą udział w anty wydarzeniach. Jeszcze ktoś inny od dawna sugeruje co z tej okazji chciałby dostać, lub jak spędzić ten dzień. Chyba dalej nie trzeba przedstawiać tego pięknego, a jednocześnie przez niektórych tak znienawidzonego święta.

 

Może warto zastanowić się, dlaczego to właśnie to święto wywołuje takie skrajne emocje?

Wszyscy chcemy być kochani. To moja jedyna sensowna odpowiedź. Nawet jeśli tą potrzebę zepchnęliśmy w sobie na szary koniec, to w taki dzień, gdzie wszystko huczy i buczy, że trzeba się kochać i okazywać sobie najwięcej miłości, nie da się o tym zapomnieć.

 

Duży wpływ na to święto mają media i rynek konsumencki, przecież z tej okazji robione są super promocje, wyprzedaże, konkursy z nagrodami. Z każdej strony informacja, że trzeba to święto celebrować na najwyższym poziomie. Małe gesty się nie liczą, trzeba robić wielkie rzeczy, żeby był efekt WOW!

 

A jeśli ktoś nie ma z kim? Jeśli mimo najszczerszych chęci ten dzień kojarzy się z jakaś przykrą sytuacją? No to oczywiście, pojawia się cała gama imprez konkurencyjnych czyli wydarzenia anty, którym towarzyszą rzeki napojów procentowych, bo przecież tak łatwiej znieść brak partnera lub partnerki do świętowania. Według mnie to nie jest rozwiązanie tylko ucieczka i chwilowe pokazanie, że się jest silnym i samowystarczalnym.

 

Bardzo lubię zdanie: „Miłość powinno się okazywać cały rok, a nie raz w roku”. Zgadzam się, że powinno się ją okazywać ciągle i ciągle. Jednak w naszym wciąż zabieganym życiu, wygospodarowanie czasu dla bliskich stanowi nie mały problem. Oczywiście na początku związku: kwiatów, niespodzianek i czułych słówek za pewne nie brakuje, ale z biegiem czasu chyba potrafi się to trochę rozmyć. Dlatego może zamiast negować i nastawiać się, warto spojrzeć na ten dzień w zupełnie inny sposób.

 

Te walentynki wypadają w szczególny dzień, w Środę Popielcową. Może zamiast zastanawiać się nas sensem tego święta, wkurzać się, że znów trzeba coś kupować, wymyślać i zrobić coś lepszego niż rok wcześniej. Zabierz bliską Ci osobę na Mszę Świętą z posypaniem głów popiołem. Niech to Was połączy. Może dawno nie było przestrzeni na podziękowanie Bogu za tą drugą osobę. Może warto w ten dzień po prostu zatrzymać się i popatrzyć z czułością na tą naszą Miłość. Czasem drobny gest, czułe słowo wywoła dużo szczerszą radość niż nie jeden prezent.

 

U mnie w domu tata zawsze powtarzał, że to święto komercyjne i nie ma po co czegoś takiego świętować, ale dostawałyśmy z mamą zawsze jakiś słodki mały prezencik, nie wymuszony, taki po prostu.

 

Zrób tak, żeby te Walentynki nie były na siłę, może zmiecie sobie dzień na celebrację i zjedźcie coś pysznego, zrobić sobie seans w domu, a może porozmawiać, tak po prostu o swoich marzeniach, planach. Daj sobie i drugiej osobie przestrzeń do pobycia tylko we dwoje, nie wyszarpaną, nie wymuszoną.

 

Dużo miłości i ciepełka dla Was

Karolina


 

Drogie Panie,

zdania co do sensu świętowania Walentynek są podzielone. Są i zwolennicy i przeciwnicy. O tyle o ile zwolennicy przeżywają ten dzień jak każde inne święto, to z drugiej strony słyszę pełno narzekań i hejtu, że to komercja, kicz i powinno pokazywać, że się kocha każdego dnia.

 

Osobiście nie zgadzam się ze stanowiskiem przeciwników. Zastanawiając się głębiej – dlaczego nie? Argument o komercji jest słabym argumentem – komercja dotknęła nawet Boże Narodzenie, więc mamy nagle przestać je świętować? Uważam, że każda okazja do ,,świętowania” miłości jest dobra.

 

,,No tak, ale to każdego dnia się powinno robić!” To spójrzmy z różnych perspektyw: czy codziennie chodzicie do restauracji/ kawiarni na romantyczne randki? Zwłaszcza jak np. jesteście już małżeństwem? Czy każdego dnia twój chłopak robi Ci niespodziankę? No nie, a w Walentynki jest ku temu szczególna okazja.

 

Po trzecie kiedy wiemy, że akurat 14 lutego będziemy świętować naszą relację, to pojawia się niecierpliwe czekanie na ten dzień i ciekawość, co druga połówka dla nas wymyśli. Bardzo podobne uczucie mamy np. przed swoimi urodzinami – jakie dostaniemy prezenty, jak będzie wyglądać ten dzień. Potrzebne są nam takie chwile, aby coś bardzo wyjątkowego i wartościowego miało dla siebie aż cały dzień. Po to są święta. To jest ich istota. Mój kolega z pracy wziął nawet urlop na Walentynki, żeby zrobić niespodziankę swojej dziewczynie. Oczywiście, że mógłby wziąć go np. 12 marca, ale po co mamy obrażać się na taki dzień?

 

No właśnie i to mój ostatni argument: czy jest sens obrażać się na komercyjny wygląd Walentynek? Czy warto tracić energię i okazję, żeby zrobić coś fajnego dla drugiej połówki? Może zamiast się wkurzać to dobrze się bawmy i wykorzystajmy jak najlepiej taki dzień? Dlatego polecam odpuścić i wykorzystać ten czas naprawdę wyjątkowo. Zwłaszcza, że nad wszystkim czuwa św. Walenty. Nie musimy ulegać komercjalizacji i kiczowatości – przeżyjmy ten dzień wyjątkowo.

 

Naszą intencją nie jest uleganie komercji, tylko pokazanie w wyjątkowy, inny niż każdego dnia sposób, że kochamy drugą osobę. No właśnie – intencji – wszystko zależy od niej i od nas samych, a nie tego co jest na zewnątrz, jak reszta przeżywa ten czas. Jeżeli nam się coś nie podoba, to zamiast hejtować daną sprawę, przeżyjmy lub zmieńmy ją na swój sposób. Może to być idealna okazja, żeby spojrzeć z dystansu na nasz związek, może coś zmienić, może o czymś zapomnieć. Walentynki są okazją do zrobienia czegoś dobrego i fajnego, a nie kolejnym powodem do hejtu. Nie szukajmy sobie problemów na siłę.

 

Pozdrawiam,
Piotr

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *