Świadectwo nawrócenia

Drogie Panie,

 

dzisiaj tak bardziej egocentrycznie – chciałbym wyjaśnić moje zainteresowanie tematem relacji damsko męskich i czystości w ogóle. Dlatego opowiem Wam świadectwo mojego nawrócenia na wiarę i nawrócenia na czystość. Nie będzie zawierało szczegółów, o tych opowiadam tylko na żywo, ze względu na złożoność wątków i chęć nie skrzywdzenia nikogo ( życie składa się z wielu interakcji z innymi osobami, tak jak moje świadectwo – dotyczy nie tylko mnie, ale osób, które wtedy spotkałem na swojej drodze – przy okazji proszę Was o westchnienie czy modlitwę w ich intencji).

 

Wychowałem się w katolickiej rodzinie i byłem osobą wierzącą. Jednak w liceum z dnia na dzień stałem się ateistą. Bez wyraźnego powodu – zadałem sobie po prostu pytanie, czy Bóg istnieje. Z perspektywy czasu, mam poczucie, że ten moment był natchniony, bo bez mojego odejścia i późniejszego nawrócenia, moja wiara nie byłaby tak silna.

 

Byłem ateistą niecały rok. Lubię się angażować w to co robię, więc w ten nowy świat wszedłem na całość. Szybko doszedłem do wniosku, że skoro nie ma Boga, żadnych nadprzyrodzonych sił, duchów i zjawisk paranormalnych, to również żadne systemy moralne, czy wartości nie mają sensu. To doprowadziło mnie do postawy skrajnie hedonistycznej. Byłem antyklerykałem, stanowczym przeciwnikiem Kościoła i wszelkiej wiary, dopuściłem się z dzisiejszej perspektywy wielu świętokradztw. Nie miałem żadnych zasad ani celu, po za własnym szczęściem. Nawet nie tyle szczęściem, co zaspokajaniem każdej zachcianki i przekraczaniem kolejnych moralnych granic.

 

Pod sam koniec tego okresu, przyszło życiowe wypalenie. Poczucie całkowitego braku sensu istnienia. Totalna pustka. Kiedy wszystkiego spróbujesz, nie masz żadnych wartości, a po śmierci znikamy, to jedynym wnioskiem jest bezsensowność swojego istnienia i brak jakiejkolwiek wartości życia. Nie była to depresja tylko logiczne rozumowanie.

 

Wtedy zadałem sobie pytanie, czy znam kogoś kto jest prawdziwie szczęśliwy. Podkreślam ,,prawdziwie”. Po analizie wielu osób, jedynym człowiekiem, od którego wtedy czułem, że nie udaje nikogo i jest właśnie prawdziwy, była moja ówczesna katechetka. Tutaj zacząłem się zastanawiać skąd bierze się źródło jej autentyczności, skoro wierzy w Boga, którego przecież nie ma. Od tego momentu zacząłem się zastanawiać nad tym, czy rzeczywiście Go nie ma.

 

Ostatni dzień mojego ateizmu.

 

Siedziałem sam w pokoju i robiłem coś na komputerze. Jako ateista byłem bardzo, ale to bardzo racjonalnym człowiekiem i nie wierzyłem w nic nadprzyrodzonego. Jednak w pewnym momencie poczułem jakby czyjąś obecność obok mnie. Dodatkowo kiedy mrugałem, raz wydawało mi się, że światło jest zgaszone, a za chwilę było zapalone. Wszystko działo się w ułamku sekundy. Poczucie tej obecności było najgorszym uczuciem jakiego doświadczyłem w życiu. Nie był to ból, nie był to smutek. Jakby pustka, chłód wydzierał ze mnie duszę. Nie da się opisać tego słowami. Dosłownie jakby każda cząsteczka mojej istoty była ze mnie wyrywana. Poczucie całkowitego braku dobra, miłości z połączeniem bólu samotności (nie odczuwałem tych emocji, ale bardziej jakby wiedziałem, że są tam fizycznie, w tej obecności). Nie wiedziałem co się dzieje. I nadal będąc ateistą powiedziałem słowa, które zmieniły całe moje życie: ,,Boże, jeżeli istniejesz to mnie uratuj” (co ciekawe, kiedy oglądam dzisiaj świadectwa osób nawróconych, większość z nich wypowiedziała dosłownie te same słowa w ich momentach nawrócenia – przypadek?). Wtedy jeszcze nie wierzyłem w Boga, ale świadomie i w pełni zgodziłem się, że jeżeli jest, to pozwalam Mu działać w moim życiu.

 

Następnego dnia, zupełnie ,,przypadkiem” spotkałem osobę, która była silnie wierząca i działająca w Kościele. Z każdym dniem przybliżała mnie do powrotu do wiary. W końcu uwierzyłem, a momentem przełomowym była spowiedź z okresu mojego ateizmu.

 

Nawracanie i upadki

 

Byłem już osobą wierzącą i praktykującą, ale dalej nie miałem systemu moralnego ani jasnych i konkretnych wartości. Wyszło to na jaw, kiedy doprowadziłem do sytuacji przekroczenia bardzo ważnej granicy i zranienia wielu osób. Było to naprawdę okropne wydarzenie, oczywiście z mojej winy. Kiedy obudziłem się następnego dnia, wiedziałem, że mam tylko jedno wyjście. Uświadomiłem sobie moje braki i potrzebę ich uzupełnienia. Wiedziałem, że potrzebuję silnego systemu moralnego i konkretnych męskich zasad. Inaczej dalej będę popełniał tak straszne błędy, ranił innych i doprowadzę siebie samego do zatracenia.

 

Zacząłem silnie nad sobą pracować. Tworzyłem od podstaw świat wartości. Od konkretnych zachowań poprzez idee, którymi chciałem żyć i wiedziałem, że są dobre. Wtedy powstały pierwsze konkrety, budujące mnie jako mężczyznę. To był 3 etap mojego nawracania się. Najpierw zgodziłem się, aby Bóg zaingerował w moje życie, potem uwierzyłem, a teraz zaczynałem zmieniać swoje życie wartości. Miałem wtedy 20 lat.

 

System, który zbudowałem nie był idealny. Nie opierał się na przepisach Kościoła czy jego tradycji. Dlatego, choć już wierzący i praktykujący – nie żyłem w czystości. Nie wiedziałem nawet, że taka postawa jest grzechem. Cudzołóstwo rozumiałem jedynie w kontekście zdrady małżeńskiej.

 

Chrzest w Duchu Świętym

 

Miałem 22 lata. Na drugiem etapie mojego nawracania, uczestniczyłem w Mszy wspólnoty Mamre. Uzdrowienia, spoczynki w Duchu Świętym, egzorcyzmy. Wtedy uważałem to wszystko za naciągane i nieprawdziwe, poza egzorcyzmami.

 

3 lata później przyszła mi myśl, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście to wszystko jest nieprawdziwe. Dwa tygodnie przed Zielonymi Świątkami wybrałem się na Mszę wspólnoty Mamre. Kiedy szedłem do modlitwy wstawienniczej byłem nastawiony bardzo sceptycznie. Nie wierzyłem w jej prawdziwość.
Przyszła moja kolej. Kobieta, która się nade mną modliła położyła rękę na moim sercu. I wtedy wydarzyło się coś czego się nie spodziewałem. W moim sercu fizycznie i duchowo rozlało się niesamowicie przyjemne ciepło. Nigdy nie czułem czegoś tak pięknego, czystego i dobrego. Nie ma słów, które mogłyby to opisać. Nie prosiłem o to, nawet w to nie wierzyłem, a otrzymałem. Wiem, że był to malutki ułamek Bożej Miłości, której doświadczymy w Niebie. Niesamowita Boża Łaska. Do dzisiaj pamiętam, to co wtedy poczułem i przeżyłem. Jest to źródłem mojej siły do pogłębiania wiary i życia dla Królestwa. W każdej trudnej chwili daje mi siłę do życia i zwyciężania słabości. Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele dobra przyniosło mi i innym. Jest to tak silne, że nie można się nie podzielić tą czystą miłością, którą daje. Najpiękniejsze i oczyszczające. Jak pomnożone poczucie czystości zaraz po Spowiedzi, czy wzruszenie po przyjęciu Komunii Świętej. Od tego momentu poznałem Boga, poznałem Miłość, którą jest. Wiem, że to tylko ułamek – jak więc musi być cudowny, kiedy poznamy Go w całości w Niebie… Wtedy pokochałem Boga. I od tamtego momentu moja wiara stała się żywa. Zacząłem żyć. Poznałem Miłość. Otrzymałem Ducha Świętego.

 

Zawsze porównuję ten moment napełnienia Duchem Świętym, do tego co przeżyłem ostatniego dnia ateizmu. Są to dwa zupełnie przeciwstawne odczucia i wydarzenia. Całkowite zło które wtedy odczułem i obecność złego, a tutaj nieskończona Miłość i obecność Ducha Świętego.

 

Zielone Świątki

 

Dwa tygodnie po Chrzcie w Duchu Świętym wybrałem się na Zielone Świątki. Okazało się, że w Kościele, do którego trafiłem nie było Spowiedzi, a chciałem przystąpić do modlitwy wstawienniczej. Więc smutny wyszedłem po Mszy i idąc troszkę na około, udałem się na tramwaj na Placu Wszystkich Świętych w Krakowie. Zaraz obok przystanku są Dominikanie. Było około 22 i usłyszałem radosne śpiewy (wcześniej nie widziałem, ani nie uczestniczyłem w uwielbieniu). Zaintrygowany wszedłem do środka. Kiedy zobaczyłem tłumy śpiewające radosne pieśni, tańczących ludzi, flagi, zespół i całą atmosferę, wiedziałem, że jestem w dobrym miejscu. Nie chodziło o uczucia, które dawała ta atmosfera, ale pierwszy raz spotkałem się z modlitwą uwielbienia i od razu zrozumiałem jej znaczenie i wartość. Była prosta i jednocześnie prawdziwa. Wypływała prosto z serca i była bezinteresowna.
Co najważniejsze, udało mi się wyspowiadać. Potem wybrałem się do modlitwy wstawienniczej. Otrzymałem dwa słowa poznania, jedno zdradzę Wam kiedyś, a drugim były trzy wyrazy :,,Głos na Pustyni”. Osoba, która się nade mną modliła zapisała je na karteczce i nie powiedziała nic więcej. Kiedy wróciłem do mieszkania, wygooglowałem je od razu. Okazało się, że jest to chrześcijańska wspólnota, która znajdowała się 15 metrów od mojego bloku. Kolejny przypadek?

 

Głos na Pustynii

 

Był to dla mnie kolejny ważny etap nawracania. Poznałem wtedy bardzo ważne kwestie: poczucie i istotę chrześcijańskiej wspólnoty, modlitwę uwielbienia, charyzmaty Ducha Świętego, możliwość głoszenia Słowa Bożego przez świeckich, ekumenizm i rolę Izraela w Kościele. Cotygodniowe spotkania na Głosie pomagały mi rozpalać Ogień, który otrzymałem na Chrzcie w Duchu Świętym. To też osobna historia, dlatego krótko mówiąc, na jednej z modlitw wstawienniczych otrzymałem fizyczne uzdrowienie. Był to dla mnie niezwykle cenny czas, który pomógł mi zrozumieć wspólnotę Kościoła ponad różnymi odłamami i wskazał kierunek duchowego rozwoju.

 

Akademicki Ruch Czystej Miłości

 

Moment, w którym wstąpiłem do ARCMu, przeplata się z Chrztem w Duchu Świętym. Na przyjście na spotkanie namówiła mnie koleżanka z koła naukowego. Moje poglądy na temat czystości nadal odbiegały od stanowiska KK i szedłem z zamiarem wzbudzenia dyskusji i pokazania innego światopoglądu.
Stało się jednak inaczej. Spotkałem ludzi, którzy byli prawdziwi. Prawdziwie szczęśliwi. Niczego nie udawali. Bardzo mnie to uderzyło. I stało się to bardzo szybko, właściwie po pierwszym spotkaniu. Już się nie zastanawiałem tak jak przed pierwszym etapem nawrócenia, skąd się bierze ta prawdziwość. Przyjąłem ideę czystej miłości do swojego serca. Było to pod koniec maja, a 18 listopada (wtedy jest wspomnienie bł. Karoliny) złożyłem przyrzeczenie czystej miłości. 5 lat po powrocie do Boga, pół roku po Chrzcie w Duchu Świętym.

 

Był to pierwszy świadomy akt zawierzenia się Bogu i świadoma decyzja wyboru Boga. Otrzymałem wtedy wiele łask i uwolnień. Kolejny raz narodziłem się na nowo. Zakończyłem etap mojego nawracania się (nawracamy się codziennie, ale tutaj chodzi mi o pewną drogę, którą przebyłem od ateizmu aż do świadomego i konkretnego aktu zawierzenia się Bogu). Od tego momentu odnalazłem ścieżkę mojego życia ku świętości, odnalazłem siebie prawdziwego. W ARCMie spędziłem 3 lata. W tym czasie pracowałem nad sobą, swoimi słabościami, tożsamością. Przeżyłem wiele cudów (bez przenośni). Zacząłem studiować Pismo Święte, Katechizm Kościoła Katolickiego, poznałem prawa, znaczenie i sens Przykazań, obrzędów i modlitw. Stałem się posłuszny Kościołowi i mu zaufałem( nie oznacza to braku przemyśleń i krytycyzmu).

 

Tożsamość

 

Po 2 i pół roku w ARCMie i przeczytaniu tony książek, wielu dyskusjach nastąpił przełom w poczuciu mojej tożsamości. Tak jak na początku nie miałem systemu moralnego, tak rok temu poczułem, że wreszcie dojrzałem. Było to przełomowe wydarzenie, ale o nim jeszcze kiedyś opowiem. Od tego momentu czuję wspomnianą w poprzednich wpisach spójność wewnętrzną. Mogę wreszcie odetchnąć, bo cały proces nawracania, o którym opowiedziałem, był bardzo intensywny. Jest to kolejny dłuższy wątek, ale kończy dzisiejszy temat i pewien ważny okres w moim życiu. Nie ustaję w rozwoju, ale wiem kim jestem, co mam, którędy mam iść i dokąd zmierzam.

 

 

Chwała Panu!
Piotr.

2 thoughts on “Świadectwo nawrócenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *