Rzeczywistość a idealne związki z katointernetu

JEJ…

 

Poruszając temat związków idealnych myślę tylko o tych, które promowane są w sieci, w wirtualnym świecie.

 

Przeglądamy media społecznościowe, widzimy bardzo wiele idealnych par, które wręcz ociekają miłością. Wszystko jak z najpiękniejszej komedii romantycznej. Czyli dużo pięknych
i podniosłych słów okazywanych w takich sposób, żeby jak najwięcej znajomych mogło to „polubić”. Żeby swoje szczęście i wielką miłość ogłosić jak największej liczbie odbiorców. Więc widzimy: kwiaty, prezenty, kolacje, wycieczki. Co się dzieje po za tym już nie jest ujawniane.

 

Wracamy do swojej szarej realnej rzeczywistości i zastawiamy się: Co właściwie z moim  związkiem jest nie tak? Czemu nie jesteśmy tacy słodcy? Czemu ciągle się kłócimy,  czemu zauroczenie i bujanie w obłokach tak szybko przeminęło? Czy to znaczy, że mimo tego, że się bardzo kochamy nie powinniście ze sobą być? Trzeba porzucić tą codzienność i znaleźć połówkę, która będzie tworzyć ze mną wymarzoną całość. Tylko na czym ta idealność ma polegać? Na tym, ze facet zawsze będzie mi przytakiwał? Że nie będzie miał swojego zdania? Problemy będą rozwiązywane powierzchownie, wręcz zamiatane pod dywan w zamian za np. kolejne prezenty. Jak długo będzie dużo czułości i planowania wspólnej cukierkowej przyszłość? Jak po ślubie pojawią się dzieci i więcej obowiązków to przecież wszystko nadal będzie jak z bajki. Stworzy się doskonały plan jak na idealne małżeństwo przystało. Dołączą jeszcze tylko doskonałe dzieci i może jakieś zwierzątko.

 

Kurczę czy naprawdę jesteśmy w stanie w coś takiego uwierzyć? Ogromnie dużo pytań, bo nie potrafię tego w ogóle zrozumieć. Katorodzinki, których w świecie social mediów jest coraz więcej. Pokazują się z przyklejonymi uśmiechami. Czy nie jest to już momentami zbyt męczące? Owszem raz na czas wrzucą zdjęcie, że mieli gorszy dzień, ale na drugi cała karuzela doskonałości kręci się dalej. Czy zazdrość przeze mnie przemawia? Nie sądzę. Znam naprawdę wiele małżeństw. Mogę stwierdzić nie zastanawiając się długo, że te oparte na Bożym fundamencie z kryzysowymi sytuacjami radzą sobie lepiej. Nie mogą jednak pod Bożą przykrywką zamiatać wszystkiego. Znam przypadek, że bycie blisko Boga nie uchroniło przed rozpadem rodziny. Nigdy się nie kłócili, niestety do czasu, bo czara goryczy w końcu się przelała  Nie było czego zbierać. Jak to możliwe, przecież na zewnątrz wyglądało wszystko doskonale, a no właśnie.

 

Kto z nas chce na zewnątrz pokazywać to co kryje się naprawdę w środku. Przecież to, że pod przyklejonymi uśmiechami ukrywamy się: brak komunikacji, czasu dla siebie nawzajem, spychania obowiązków i unikanie odpowiedzialności. Kogo to interesuje. Naprawdę podoba nam się to, że karmią nas samymi wyidealizowanymi związkami? Czy przez to oczekiwania względem naszych połówek nie rosną. Przecież też byś chciał, żeby Twoja kobieta zawsze wyglądała jak 1000$. Ty chciałabyś nie upominać się o kwiaty bez okazji czy randki, które bardzo szybko odchodzą w zapomnienie.

 

Żyjmy może bardziej skupiając się na osobach, które są obok nas, a nie na social mediach, które chcą nas zwabić doskonałymi zdjęciami i światem jak z bajki. Nikt nie przeżyje za nas życia, więc może warto zacząć nim żyć jak najszybciej – w realu.

 

Karolina


JEGO…

 

Rzeczywiście w mediach społecznościowych istnieje tendencja do koloryzowania. Niestety zdarza się to również w katointernetach. Ale czy to od razu oznacza, że idealne związki nie istnieją w rzeczywistości?

 

Patrząc na to co dostajemy na Facebooku, blogach, Instagramie czy innych e-źródłach, można wpaść w pewną pułapkę. Otrzymujemy wyidealizowany obraz, sielankowych związków czy osób. Porównując to wszystko do naszego życia, zadajemy sobie pytanie co z nami nie tak. To pytanie nie jest jeszcze złe, jeżeli podejdziemy do tematu rozsądnie. Ale jeżeli zaczynamy dążyć do ideałów z internetu no to już zaczyna być gorzej.

 

Czy to wszystko oznacza, że nie można mieć idealnego związku czy życia, czy to oznacza, że nie można być szczęśliwym? Oczywiście, że można. Tylko że w prawdziwy sposób – sam jestem szczęśliwy, ale nie oznacza to, ze ciągle chodzę uśmiechnięty czy zadowolony.

 

Szczęście to pewna postawa i świadomość głębszej wartości. Właściwie rozumiane jest niezależne od wszelkich zewnętrznych czynników: chorób, emocji, nastrojów, trudnych czy tragicznych sytuacji. To temat na osobny artykuł, ale zostawiam Wam pewną cząstkę do zastanowienia się właśnie nad szczęściem.

 

Tak samo jest z idealnymi relacjami. Istnieją, ale nie są to nieprawdziwe kreacje internetowe, tylko świadome życie w rzeczywistości. Idealny związek nie oznacza bezkonfliktowych, zawsze uśmiechniętych par. Tak samo jak ze szczęściem, jest to pewna postawa, sposób i podejście do życia. Jest to również docenienie tego co się ma i zaakceptowanie tego, że przykre sytuacje również mają miejsce. Świadomość złożoności świata wraz z dobrymi i tymi gorszymi chwilami, jest ważnym krokiem do idealnego związku. A co jeszcze jest potrzebne? Na pewno podstawą jest właściwa hierarchia wartości. Bóg, partner, dzieci, przyjaciele, rodzice itd. Zwłaszcza te trzy pierwsze wartości muszą pojawić się w takiej kolejności. Kiedy np. stawiamy dzieci przed mężem, czy żoną to krzywdzimy siebie samych i wszystkich dookoła (to też temat na dłuższy artykuł, ale też pozostawiam go Waszym rozważaniom).

Po drugie spójność wewnętrzna. Jak to ks. Stryczek mówi: fajne związki nie tworzą fajnych ludzi, tylko fajni ludzie tworzą fajne związki. Zanim wejdziemy w związek, zanim podejmiemy decyzję czy wejść w relację z drugim człowiekiem, powinniśmy przepracować siebie samych. Wzmocnić naszą samoświadomość, uporządkować nasze wartości, odkryć naszą tożsamość, zrozumieć nasze powołanie, wypracować inteligencje emocjonalną i interpersonalną. Bez tego ani rusz. Tylko skrzywdzimy innych. Dopóki nie będziemy fajni, dopóki nie dojrzejemy nie ważmy się wchodzić w relacje! Tutaj jestem stanowczy. Bądźmy po prostu odpowiedzialni, bo kiedy decydujemy się na związek, bierzemy właśnie odpowiedzialność za drugiego człowieka. A nie jesteśmy tego w stanie zrobić, jeżeli nie jesteśmy spójni wewnętrznie.

 

Kiedy mamy powyższe kryteria spełnione, wtedy musimy sobie uświadomić i zaakceptować, że życie przyniesie nam trudniejsze i smutniejsze momenty. Nieprzespane noce, konflikty i zranienia. Ale kiedy jesteśmy fajni, to sobie z nimi poradzimy. Idealność nie polega na tym, że wszystko nas ominie, tylko na tym, że potrafimy sobie z tym poradzić, bo jesteśmy w tym razem.

 

Podsumowując: idealne związki z internetu nie istnieją. Jest to po prostu pewna kreacja, czy wybiórcze pokazywanie wycinków z codziennego życia. Przez to mamy błędne poczucie idealności. Pamiętajmy, że wszystko co wartościowe, wymaga trudu i długofalowego działania. Ale nie oznacza to, że dążenie do ideału nie będzie przynosiło przyjemności. Jeżeli naszym celem jest wzajemne wzrastanie w świętości i miłość wzajemna to taki wysiłek będzie przyjemnie znośny.

 

PS. Rozmawiajmy ze sobą! Nie możemy w sobie kumulować zranień czy niedomówień, bo w końcu wybuchną. A konstruktywnej rozmowy można się nauczyć na wiele sposobów. Szukajmy i rozwijajmy ją, bo jest podstawowym narzędziem budowania idealnej relacji! Pracujcie nad sobą, módlcie się i powierzajcie Bogu.

Polecam w modlitwie!

Piotr

4 thoughts on “Rzeczywistość a idealne związki z katointernetu

  1. Do słów ks. Stryczka dodałabym: (…)fajne związki tworzą jeszcze fajniejszych ludzi. Dojrzewanie to proces i oczywiście pewne rzeczy należy wypracować zanim wejdzie się w relacje, ale niektóre się zmieniają w miarę upływu lat i zdobywania doświadczenia-widzimy więcej, patrzymy na życie z innej perspektywy. Czasem można przesadzić w drugą stronę i nie tyle wejść w relacje nieuporządkowanym co czekać aż się będzie uporządkowanym na maksa (co nie nastąpi nigdy) albo szukać takiej właśnie osoby. Czyli generalnie będąc fajnymi ludźmi (spójnymi wewnętrznie) stworzymy fajny związek, w którym będziemy się zmieniać, rozwijać dzięki konstruktywnej komunikacji i będziemy jeszcze fajniejszymi ludźmi 😉 Tak sądzę:)
    Pozdrawiam!

    1. Dokładnie tak! 🙂 Uporządkowanie podstaw, czyli tej spójności wewnętrznej jest już wystarczające do bycia fajnym. Niedługo jeszcze o tym wspomnę, abyśmy nie popadli w skrajności 🙂

  2. Ojoj, jak dobrze, że nie przeczytałam tego tekstu, zanim zdecydowałam się na małżeństwo! 😉 Nie wypowiadam się na temat idealnych związków z internetów, bo nie korzystam z żadnych social mediów – być może ma Pan rację. Ale warunki, które przedstawił Pan jako konieczne, bo wejść w relację są trudne do spełnienia w krótkim czasie młodości – co więcej, zdecydowana większość z nas nie spełni ich w tym życiu! Kiedyś pewien jezuita powiedział, że całkowice „spójny wewnętrznie” był tylko Pan Jezus 🙂 Dajmy sobie czas na dojrzewanie, również w związku. Dajmy sobie czas na błędy, również w związku. A wtedy – tak, jak Pan pisze – można być szczęśliwym. Do pewnych rzeczy nie dojdziemy inaczej, niż w relacjach – również tych, które nie zakończą się szczęśliwie.
    Trochę czepiam się szczegółu, ale wymaganie od siebie „samoświadomości, uporządkowanych wartości, odkrytej tożsamość, zrozumienia powołania, inteligencji emocjonalnej i interpersonalnej” w – jak rozumiem – stopniu zaawansowanym, przypomina mi czekanie na księcia z bajki. I w jednym i w drugim wypadku trudno spodziewać się, że do zwiazku dojdzie kiedykolwiek…
    Taka refleksja żonatej i podwójnie dzieciatej.
    Pozdrawiam!

    1. Pani Kasiu,
      zgadzam się, że w związku powinniśmy dać sobie przestrzeń na błędy i nikt z nas nie będzie idealny. W tym tekście posłużyłem się pewnym skrótem myślowym, ponieważ w poprzednich tekstach, zaznaczałem, że spójność nie oznacza ideału, tylko pewne podstawy, które powinniśmy spełnić, przed wejściem w relacje. Ta przedstawiona przeze mnie definicja dopuszcza niedoskonałości, z którymi można wejść w relację 🙂
      Proszę wybaczyć skrót myślowy! I bardzo dziękujemy za refleksje 🙂 Liczymy na więcej!
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *