Młodość mija, a ja niczyja.

19263990_132075077370575_890328010_o

Drogie Panie,

 

czemu jest tak mało par we wspólnotach, czy w ogóle wśród osób bardziej zaangażowanych w chrześcijańskie sprawy? Nawiązuję tutaj do duszpasterstw akademickich, internetowego zjawiska ,,młodość mija, a ja niczyja” i w ogóle bardzo popularnych problemów z wejściem w bliższą relację. Tak, wiem – jest mnóstwo par, sami jesteście w związkach, ale jednak: większość ma problem w tym obszarze. Chcą, a nie mogą. Mają z kim, bo przecież wokół pełno wartościowych osób, dobrych przyszłych żon czy mężów. Ale no jakoś coś, no i nie możemy wejść w związek.

 

Piszę o tym temacie na podstawie kilkunastu długich rozmów, 2 lat obserwacji, wielu godzin przemyśleń. Nie jest to tylko moje spostrzeżenie, że istnieje taki problem, więc postaram się dzisiaj z nim zmierzyć i zaproponować kilka rozwiązań. Nie wiem, czy trafiłem w punkt, ale mam nadzieję pobudzić do przemyśleń w tej kwestii, które zaowocują czymś dobrym!

 

Czym jest miłość?

 

Zacznijmy od początku: czym jest miłość? No właśnie, tutaj pojawia się pierwszy problem. Słyszałem mnóstwo odpowiedzi typu: ,,poeci przez wieki nie byli w stanie jej zdefiniować, to takie uczucie – motylki w brzuchu, no taka romantyczna jak na filmach”. Tak więc czym ona jest na prawdę? Miłość to wybór, to odpowiedzialna decyzja, nie uczucie, nie motylki w brzuchu. Nie istnieje coś takiego jak romantyczna miłość jak z filmu! Nie istnieje uczucie, które łączy ludzi na całe życie! Psycholodzy, psychiatrzy, terapeuci, duchowni, eksperci w tematyce relacji, każdy Wam to powie. Polecam w tym temacie np. 5 języków miłości Garego Chapmana.

 

W momencie kiedy zrozumiemy, że miłość to nie uczucie, i do wejścia w piękną relację nie potrzeba motylków w brzuchu, i że to uczucie, które mylimy z miłością jest tylko zauroczeniem i nie trwa przez całe życie – zrobimy pierwszy ważny krok. No właśnie, skoro już o tym mowa: zauroczenie, zakochanie to są uczucia. I nie muszą mieć nic wspólnego z miłością. Trwają od kilku tygodni do kilku lat. Ale się kończą. Są nieracjonalne, są to dosłownie reakcje chemiczne w naszym organizmie. Czy są złe? Jeżeli jesteśmy świadomi ich natury i nie bierzemy ich za miłość to nam nie zaszkodzą, wręcz przeciwnie! Ale z tego co widzę, mnóstwo osób myli je z miłością właśnie. I wtedy taka sytuacja jest już zagrożeniem. Sami wiecie, ile ślepe pójście za zauroczeniem przyniosło rozczarowań, zranień, toksycznych relacji, bardzo złych wyborów.

 

Więc jak to dobrze ogarnąć?

 

W przypadku relacji należy połączyć kilka rzeczy na raz: pamiętać, że miłość to nasza decyzja; czym jest zauroczenie i że nie jest potrzebne do miłości (jak najbardziej może iść z nią w parze); podejmować decyzję w przewadze rozumu nad uczuciami.

 

Oto kilka praktycznych przykładów:

  • nie odrzucajmy każdego zauroczenia: badajmy je, rozeznawajmy. Jeżeli osoba, w której się zakochaliśmy mogłaby być tą jedyną, to możemy ją obdarzyć miłością – czyli podjąć odpowiedzialną decyzję o relacji z nią,

 

  • jeżeli spotkamy wartościową osobę, która jest po prostu super, ale nie czujemy motylków w brzuchu, zauroczenia, to pamiętajmy, że nie jest ono potrzebne! Miłość to decyzja – podejmijmy ją i wejdźmy w relację. W małżeństwie nie chodzi o to, żeby spędzić życie z osobą, w której się zauroczyliśmy, tylko z mądrym partnerem, z którym będziemy wzrastać w świętości, a nasza relacja będzie opierać się na pięknej przyjaźni,  nie na motylkach w brzuchu!

 

  • jeżeli zauroczymy się w kimś, kto – podchodząc racjonalnie – po prostu do nas nie pasuje, to nie wchodźmy w tę relację! Uczucia należy rozeznawać, a nie wolno podejmować decyzji bazując tylko na nich. Rozum powinien mieć zawsze przewagę. Nie odrzucajcie uczuć, tylko badajcie je rozumem – równowaga wskazana, a może nawet przewaga głowy nad sercem. Spotkacie na pewno kogoś fajnego na swojej drodze, wobec kogo podejmiecie decyzję o miłości! Nie ulegajcie w całości zauroczeniu!

 

Miłość jako odpowiedzialna decyzja.

 

Wrócę jeszcze do miłości jako decyzji. Skupiam się na kontekście małżeńskim, ale dotyczy to również miłości do Pana Boga, do sytuacji w innych powołaniach czy relacjach, np. w przyjaźni. Podejmując taką decyzję, róbmy to odpowiedzialnie – a to oznacza przyjęcie wszelkich konsekwencji tego wyboru, tych, o których wiemy i tych, które dopiero się pojawią (oczywiście zdarzają się patologiczne sytuacje, gdzie należy zakończyć relację dla dobra własnego czy kogoś innego, np. dzieci, ale teraz mam na myśli bardziej błahostki).

 

Po drugie oznacza to świadomość odrębności miłości i zauroczenia. Dlaczego jest to ważne? Zakochanie przemija, wygasa (można je podtrzymywać, ale nie będzie na pewno tak wysokie jak na początku – tutaj warto przeczytać te 5 języków miłości, żeby dowiedzieć się jak podtrzymać ogień w związku), a racjonalna decyzja i mądrość życiowa prowadzi do rozwoju przyjaźni między małżonkami. I co bardzo ważne: w życiu, będąc w związku,  w miłości do partnera będziemy ulegać zauroczeniom wobec innych osób! Nie da się przeżyć kilkudziesięciu lat w relacji z jedną osobą i nie zauroczyć się w jej trakcie w kimś innym! Ale wtedy, wiedząc już, że miłość to wybór, a nie uczucie, a zauroczenie to tylko reakcja chemiczna, jesteśmy w stanie racjonalnie podejść do sprawy i nie ulec pokusom! Dlatego tak ważna i wartościowa jest definicja miłości jako odpowiedzialnego wyboru! Rozważcie ją jeszcze w sercach, bo tutaj nie starczy internetów, aby rozwinąć wątek, ale ręczę, że takie przemyślenia przyniosą bardzo dobre owoce (a i sam pamiętam, jak pierwszy raz tę definicję usłyszałem – a jestem chyba największym romantykiem na świecie – i jak mocno się buntowałem przeciwko takiemu podejściu. Ale życie i świadectwa innych pokazały, że jest to prawdziwa definicja!).

 

Rozwiązanie głównego problemu! Więcej par, mniej singli!

 

No więc co, jak przeżyć bez tych motylków? Jeżeli wybierzemy właściwą osobę, zdecydujemy się wejść z nią w relację, jest bardzo możliwe, że z czasem zauroczenie się pojawi. Zwłaszcza, jeżeli będziemy umiejętnie rozpalać ten ogień w związku. I tutaj, po tym jakże krótkim wstępie, chciałbym przejść do głównego problemu tej wypowiedzi: co z tymi związkami, gdzie one są?!

 

Zacznę od kilku obserwacji:

 

…do decyzji o wejściu w relację, tzw. chodzeniu ze sobą, podchodzimy jak do przyjęcia oświadczyn czy złożenia przysięgi małżeńskiej! A nie o to chodzi! Są trzy etapy związku: ,,chodzenie ze sobą”, narzeczeństwo i małżeństwo. Z każdym kolejnym rośnie wielkość zobowiązań i odpowiedzialności. Osobiście uważam, że głównym problemem zjawiska ,,młodość mija, a ja niczyja” jest właśnie to niewłaściwe podejście do pierwszego etapu. Nie chodzi w nim o podjęcie zobowiązania na całe życie! Nie chodzi w nim o wyznawanie uczuć! Ale chodzi o to, aby się po prostu bardziej poznać, już bardziej w sferze partnerskiej. I nie musi być to związane z zauroczeniem. Jeżeli ktoś jest fajny, ja jestem fajna, to spróbujmy. Zobaczmy, czy dobrze będzie nam spędzać razem czas, porozmawiajmy na poważniejsze tematy, spotykajmy się tylko we dwoje, po prostu „chodźmy ze sobą”. Miejmy świadomość, że to jest poznawanie siebie i nie jest to zobowiązujące do dalszych etapów. Jasne, że mogą się pojawić zranienia, że jedna osoba będzie chciała wejść na kolejny poziom, ale jest to zjawisko, które musimy zaakceptować i po prostu je przyjąć. Nie powinno stać nam na przeszkodzie do podjęcia próby budowania czegoś pięknego. Nie ryzykując, możemy naprawdę wiele stracić. Tak, jak wcześniej wspominałem, po jakimś czasie może pojawić się zauroczenie. Na pewno nie równocześnie i nie musi pojawić się u obydwu stron. Jednak pamiętajmy, że nie jest ono potrzebne do miłości! Tak, jest to ciężka walka z uczuciami i emocjami, ale jak ją wygramy – będziemy na prostej drodze do szczęśliwego małżeństwa, do relacji opartej na odpowiedzialnej decyzji, a nie na ulotnych uczuciach.

 

W każdym razie zastanówmy się, czy może nie warto spróbować zdecydować się na ,,chodzenie z kimś”. Też nie rzucajmy się od razu do działania, przemyślmy to, przegadajmy, zbadajmy, rozeznajmy i najważniejsze przemódlmy i powierzmy Bogu.

 

– często słyszę argumenty (nie wszystkie odnoszą się do moich relacji :D): nie jestem pewna, to tylko na 80%, więc nie ma sensu, nie wiem co czuję, ani nie – ani tak. O co tutaj chodzi: znowu kolejne błędne przekonanie, że wejście w relację musi być oparte na 100% pewności! Nigdy, przenigdy nie będziecie tego pewne! Nigdy. Dlatego nie możecie czekać na 100% pewności. Ona po prostu nie istnieje. Oczywiście nie popadajmy w skrajności – jeżeli są jakieś racjonalne obawy, rozeznajmy je, zbadajmy skąd pochodzą, jaką mają przyczynę. Warto dodać, że czym innym jest niepewność (np. nie wiem czy coś z tego wyjdzie) a czym innym obawy (np. widzę, że ma taką cechę, przez którą może mnie mocno zranić). Ale jeżeli to tylko uczucie niepewności, niepoparte racjonalnymi przesłankami, to może warto zaryzykować i wejść w relację?

 

PODSUMOWANIE

 

Może podsumuję, bo dzisiaj mamy bardzo rozbudowany temat. Według mnie, głównymi przyczynami problemów wchodzenia w relacje, czyli dużej ilości singli chrześcijańskich są:

 

1) błędne rozumienie miłości i przewartościowanie zauroczenia,

 

2) podejmowanie decyzji o ,,chodzeniu ze sobą” jakby to była decyzja co najmniej o narzeczeństwie,

 

3) podejmowanie decyzji o związku tylko wtedy, kiedy mamy 100% pewności (co po prostu nie istnieje).

 

Na koniec pamiętajmy: miłość to decyzja, nie zauroczenie. Do relacji nie jest nam potrzebne zakochanie. Nigdy nie będziemy mieć 100% pewności, że to jest osoba, z którą spędzimy resztę życia. W poszukiwaniu tej odpowiedzi pomoże nam ,,chodzenie ze sobą”, czyli rozpoczęcie bliższej relacji, czegoś więcej niż bycie znajomymi, ale jeszcze nie narzeczonymi. Nie bójmy się tej formy relacji, ale jednocześnie bądźmy obydwoje świadomi, że ma się przysłużyć rozeznaniu, które może przejść na wyższy etap lub zakończyć tę znajomość. Jak zawsze, na każdej drodze, w decyzjach i zwątpieniu zawierzajmy się Panu Bogu i przemódlmy sprawę.

 

Zachęcam do dzielenia się swoimi przemyśleniami, czy to w komentarzach, czy mailach. Może macie jeszcze inne pomysły czy obserwacje?

 

Polecam w modlitwie,

 

Piotr!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *