O miłości słów kilka

 

sunset-1620933_1280

 

 

Często jest tak, że doceniamy ludzi na powrót dopiero wtedy, gdy odejdą. U mnie ta zasada zadziałała ostatnio odnośnie ks. Malińskiego. Księdza nie było mi nigdy dane poznać, uważam go jednak za jedną z osób, które zmieniły moje patrzenie na świat, jakoś mnie ukształtowały. A wszystko to przez książkę, którą – starą i podniszczoną – wręczyła mi trochę lat temu moja mama. Książkę Zanim powiesz kocham.

 

Ks. Maliński pisze o miłości w sposób szczególny: używa niezwykle prostego języka, wszystko opiera na licznych i ciekawie opowiedzianych przykładach. To tak tytułem polecenia Wam tej książki… A teraz chciałabym podzielić się kilkoma luźnymi myślami z Zanim powiesz kocham, które gdzieś tam we mnie zostały i żyją. Co prawda ostatnio twardo broniłam się przed pomysłem przenoszenia na bloga “związkowych” przeżyć, ale cóż… Przy tej okazji nie może być inaczej.

 

“Jak mam Ci tego dowieść, że po drugiej stronie wszystkich tych naszych miłości, które wypełniają nam życie – jest Miłość!”

/Karol Wojtyła, Przed sklepem jubilera/

 

Po pierwsze: Miłość rozwija, mobilizuje do życia w pełni. Miłość pomaga rozkwitać. Są takie relacje, które zamiast tego pożerają, zabierają nam energię, odbierają entuzjazm do naszych pasji, do codzienności… Uważaj – nie tędy droga!!! Relacja, w której obie strony są tak po prostu szczęśliwe, daje kopa do życia! Nie sprawia, że nie widzisz świata poza tą jedyną osobą. Będąc kochaną, jeszcze bardziej chcesz kochać. Stawać się lepszą. Dawać. Być sobą. Żyć na 100%… Przecież to Bóg jest źródłem Miłości, więc Ona – ta prawdziwa – prowadzi do szczęścia! A raczej – jest szczęściem.

 

“Miłość to nie jest przygoda. Ma smak całego człowieka. Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu. Nie może być chwilą. Wieczność człowieka przechodzi przez nią. Dlatego odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością.”

/Karol Wojtyła, Przed sklepem jubilera/

 

Po drugie: trzeba wiedzieć, kogo się wybiera. Kogo się kocha. Niby banał, ale ks. Maliński pisze o tym bardzo realistycznie. Przytacza rozmowę z żoną znanego piłkarza, która na pytanie o ostatnie osiągnięcia męża odpowiedziała, że… nie interesuje się piłką. W czym, problem? Nieraz w drugiej osobie “kochamy” na przykład tylko to, co robi dla nas. “Kochamy”, że przynosi nam kwiaty, mówi piękne słowa, widzi w nas ósmy cud świata,  a może nawet pierwszy. Zastanów się: kim jest ten, kogo kochasz? Co go tworzy? Co i kto należy do jego świata? Staraj się nie pominąć niczego. I zapytaj siebie, czy czasem nie myślisz, że to trochę zmienisz, tamto poprawisz…? Nie jesteś od poprawiania, ale od KOCHANIA! Owszem, jeśli on będzie kiedyś chciał, byś pomogła mu w walce z jakąś przywarą – super, pewnie. Ale projektować drugiego człowieka po swojemu?

 

Szliśmy właśnie prawą stroną rynku, gdy Andrzej odwrócił się i rzekł:

„czy chcesz być moją towarzyszką życia?”

Tak powiedział. Nie powiedział: czy zechcesz być moją żoną,

ale: moją towarzyszką życia.

Było więc przemyślane to, co zamierzał powiedzieć.

Mówił to zaś patrząc przed siebie, jakby się lękał wówczas

czytać w moich oczach, a równocześnie jakby chciał zaznaczyć,

że przed nami jest jakaś droga, której kresu nie widać

jest lub przynajmniej może być, jeśli na jego prośbę ja odpowiem „tak”

/Karol Wojtyła, Przed sklepem jubilera/

 

No i trzecia, najpiękniejsza dla mnie myśl, jaką zachowałam z książki ks. Malińskiego. Rozdział Opętani sprawą, historia pewnej zwariowanej pary.

 

„Bo przecież można być naprawdę zjednoczonym tylko przez wielkie sprawy, tylko tam, gdzie jest wielki rozmach, szerokie perspektywy, wychylenie się do przodu w ciągłej twórczości, gdy się jest w drodze. Tylko wtedy jest się wielkim, tylko wtedy będzie się kochanym. I w ten sposób powracamy do źródła miłości, jakim jest zachwyt, oczarowanie drugim człowiekiem. Tak to już jest, że kocha się człowieka dla jego wielkości. Bo miłość ma u swojego źródła zawsze podziw. Tym większy podziw, im większy czyn, im większa mądrość, im większe serce. Jeżeli z czasem okazuje się, że za wszystkimi pozorami kryła się odwaga. Jeżeli życie wykazuje, że wielkim słowom towarzyszy na co dzień pracowitość. Jeżeli w miarę upływu lat nie gaśnie, ale sprawdza się wielkość człowieka, to i miłość nie tylko trwa, ale rośnie. Bo choć piękność zewnętrzna przeminie, bo choć siły fizyczne osłabną, to na końcu okazuje się, że to, co się naprawdę liczy, to jest piękność duszy człowieka.”

/ks. Mieczysław Maliński, Zanim powiesz kocham/

 

Wielki rozmach, szerokie perspektywy… Wspólna droga ku jednemu celowi, ku Niebu… W ostatnim artykule #MęskimOkiem Piotr zachęcał, by pozwolić sobie na chwilę marzeń. Idealizacji. My często idealizujemy, ale…. partnera. Tymczasem naprawdę sensowne marzenia to te, w których pragniemy, by nasza relacja z drugim człowiekiem nie była wegetowaniem! Tak często budując związek skupiamy się na różnie rozumianym “szczęściu”: żeby mi było wygodniutko, cieplutko, żeby mnie dużo tulił, kwiatuszki dawał, uwielbiał jak księżniczkę, no i wtedy wszystko będzie ok. “Ok” może będzie. Ale czy naprawdę nie stać nas na więcej niż “ok”? Nie stać nas – mnie i jego – na relację z rozmachem? Na to, żeby naszym celem nie było żadne “ok”, ale byśmy chcieli ciągle więcej? Byśmy ciągle uczyli się choćby tego, by dla tej ukochanej osoby “wstać z kanapy”… A potem – wspólnie “wstawać” już dla innych… By ciągle chcieć więcej Boga, więcej świętości, więcej, bliżej, mocniej być z Nim…

 

Życia ideałami naprawdę nie ma się co bać – także wchodząc w związek czy już w nim będąc. Ważne, żeby tej drugiej osoby we własne ideały na siłę nie wciskać. Nawet w te najszlachetniejsze! Co więc z nimi robić? Chociażby – omadlać. Kiedy ostatni raz prosiłaś Boga, by było Go więcej w Twojej relacji z kimś? Kiedy ostatnio odważyłaś się prosić Boga o cud? O Jego mocne przyjście, może takie zupełnie nie według Twoich wyobrażeń? Jak bardzo wytrwale o to się modlisz? Ja tej modlitwy ciągle się uczę, a mobilizuje fakt, że doświadczyłam już takiego “wielkiego wejścia” Boga tam, gdzie bardzo Go o to prosiłam… I wiecie co? Zrobił to zupełnie nie tak, jak oczekiwałam, i w dodatku musiałam do tego cudu dołożyć jeszcze niemało własnego wysiłku! Ale warto, serio, i to jak!

 

Czas na konkret “Przy Kawie”. Po pierwsze, książka Zanim powiesz kocham jest w całości dostępna na stronie ks. Malińskiego. Może choć jeden rozdzialik?

 

http://www.malinski.pl/?inc=biblioteka&id=9

 

Po drugie – poproś Boga, żeby przyszedł. Do Twojego związku, obecnego lub przyszłego. Tak “na całego”. I zapragnij Go w tym!

 

Monika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *